NAJPIERW PRZECZYTAJ CZĘŚĆ1!

To druga część z serii ABH, i kontynuacja tej części. Opowiada głównie o zmianach w Imperium Torohagmara...

Cała Część

Po zamachu na bazę główną rebelii, nikt nie jest bezpieczny. Lord Blackburn bacznie obserwował ich bazę przez komputer. Jednak przepuszczenie ataku wciąż wstrzymywał, jednak nie ze strachu- uważał że Gwardia jest po prostu zbyt słaba, aby cokolwiek uczynić, a sam doprawdy odczuwał wstyd, gdy ta banda jełopów kroczyła za kimś takim jak on. Blackburn znalazł sposób- wybrał się ku temu w podróż na lodową planetę. Tam Blackburn doszedł do zlodowaciałego wzgórza. Przysłał ze sobą górników-kazał im je znisczyć. Ledwie jeden uderzył kilofem, a lodowiec się poruszył i wyszła z niego szeregiem...armia. Starożytna Armia Sithów. Blackburn ogłosił się ich panem. Wkrótce ożywiał także innych sithów. W jego szeregach stanęli Lord Rexes, Lord Gerwerth, Lord Wildergar oraz Lord Destrei, a za nimi Szeregi Żołnierzy-Sithów. Lord Blackburn stworzył Gwardię Śmierci 2.0. Tymczasem Den'Arsen i Reman Volks przemierzali Galaktykę w charakterze zwiadowczym. Nagle Arsen nadepnął na stertę liści-był to błąd! Wpadł w pułapkę, nagle otworzył się alarm i wybiegli Gwardziści...ale nie tacy jakich znali. Ci byli uzbrojeni o wiele lepiej, potężniejsi i lepiej wyszkoleni. Nie mieli szans, a armia zamknęła ich w Klatce pod prądem i szła do bazy, niosąc klatkę. Nie tylko jednak Gwardziści czaili się w krzakach- dwie zakapturzone postacie wyskoczyły z krzaków i zaczęły atakować gwardzistów Mieczami świetlnymi. Jeden z nich przeciął mieczem dach klatki, w którym była część zasilania, i kraty się wyłączyły. Arsen i Reman dołączyli do kapturników i razem zdołali pokonać armię, bardzo wyniszczoną przez dwójkę kapturników. Gdy było po wszystkim- resztki armii uciekły, ale nasi bohaterowie byli osłabli i poranieni- Reman stracił przytomność. Odpoczywali. Arsen spytał kim są kapturnicy. Zdjęli oni kaptury i przedstawili się jako Jaskier i Ploo. Powiedzieli, że są Dishonami i przybyli tu aby pokonać Torohagmara. Arsen stweirdził, że przyświeca im ten sam cel. Zawarli sojusz. Zabrali Remana na statek, i już mieli wsiadać gdy nagle Czerwone Ostrze zagrodziło im drogę. Obrócili się w bok, i zauważyli eleganckiego ptaka, o jasnych włosach i sarkastycznej minie- był to Lord Gerwerth. Otumanił ich i zabrał. Obudzili się w celi więziennej. Tuż przed nimi nadal stał Gerwerth z sarakstycznym uśmiechem. Powiedział im że są na statku, i wiezie ich przed sąd Torohagmara. Zaśmiał się cynicznie i odszedł. Po jakimś czasie dotarli na miejsce- wlecieli do Statku-Matki ogromnego jak 4 Planety. Arsen zadrżał ze strachu widząc w oddali coś tak ogromnego. Zostali wyprowadzeni skuci w obrożach i łańcuchem szli do Sali Głównej- poznali tam Lorda Blackburna z równie co Gerwerth cynicznym uśmiechem na twarzy, napotkali także wiele nienznanych im osób, aż w końcu stanęli przed Torohagmarem- był w swojej postaci demona. Wytłumaczył, że od jakiegoś czasu osłabł, i przemiana w Redgru Szahada kosztuje go wiele energii. Zszedł z tronu i podszedł o lasce do obu, a jego zachrypły starczy głos odezwał się w stronę Den'Arsena.-Młoda Krew-stwierdził-Też kiedyś taki byłem. Zaśmiał się i na tym kończy się ta część...

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA, o ile nie zaznaczono inaczej.